Podpalić Kaukaz. Czy to jest wykonalne?

Adam Osmajew przywódca walczącego na Ukrainie batalionu Dżochara Dudajewa.
Adam Osmajew przywódca walczącego na Ukrainie batalionu Dżochara Dudajewa.
Uruchomienie separatyzmów w Rosji po to, żeby wysłać sygnał dla Kremla i odciągnąć koncentrację na Ukrainie jest znanym pomysłem ze strategii. Pytanie czy wykonalnym i czy nie stworzymy kolejnych ekstremizmów?

Udostępnij:

Spis treści

W przestrzeni publicznej za sprawą red. Witolda Jurasza i dr Witolda Sokały pojawił się pomysł destabilizowania różnych regionów Rosji, a zwłaszcza Czeczenii, zwięźle wyrażony hasłem „podpalić Kaukaz”.

To nie tylko sugestia podjęcia działań przez Zachód, ale także prognoza zakładająca osłabienie Rosji w wojnie na Ukrainie, które może prowokować ruchy separatystyczne. To także, zdaniem redaktora Jurasza, danie sygnału Rosji i odpowiedź Zachodu na sponsorowanie przez nią różnych ruchów destabilizujących kraje europejskie i USA. Wymienić tu można ruchy separatystyczne, antyislamskie, ekologiczne czy antyszczepionkowe. O metodach, jakimi Rosja pozyskuje dla siebie te ruchy, pisałem w 2018r.  w artykule „Jak rodzą się kremlowskie pudła rezonansowe”.

Z punktu widzenia strategicznego, dla NATO pomysł wykorzystania wojen proxy, lokalnych konfliktów, nawet akcji dywersyjnych na tyłach, jest sposobem na rozproszenie aktywności przeciwnika, zwiększenie kosztów prowadzonej przez niego wojny i osłabienia jego działań na głównej arenie konfliktu. Na innej płaszczyźnie takie działania są zresztą czynione. Czym bowiem jest ostatnio zadeklarowane przez Japonię uznanie Wysp Kurylskich jako własnych ziem pod okupacją rosyjską, jak nie daniem sygnału Rosji, że nie może koncentrować się wyłącznie na zachodniej części swojego imperium.

Jednocześnie Sokała i Jurasz rozumieją, że w ramach wspierania zbrojnych działań na terenie Kaukazu pojawia się ryzyko, że Zachód mógłby wspierać nie tylko ruchy separatystyczne, ale także organizacje islamistycznego terroryzmu. Kiedy dr Sokała wspomina emirat newski czy moskiewski, myśli prawdopodobnie także o zradykalizowanych muzułmańskich imigrantach z Kaukazu i Azji Centralnej, których aktywność byłaby dla Moskwy groźniejsza niż walki na Kaukazie.

Romantyczna Czeczenia, „za wolność naszą i waszą”

Podejście to oburza Marcina Mamonia, reportera i sympatyka niepodległości Czeczenii. Hasło „podpalić Kaukaz” odebrał zbyt dosłownie, a wyrażanie obaw przed islamistycznym terroryzmem prowadzonym przez Czeczenów jako powielanie moskiewskiej propagandy. Sam przedstawia nad wyraz romantyczny obraz Czeczenów – chcą tylko niepodległości, walczą na różnych frontach, jak Polacy za „wolność naszą i waszą”, „giną z imieniem Allacha (Boga) na ustach”. Tak tłumaczy udział czeczeńskich bojowników w wojnie na Ukrainie, ale także w wojnie w Syrii.

Prawdą jest, że Rosja w trakcie wojen z Czeczenią prowadziła działalność zmierzającą do nadania charakteru swojej operacji jako antyterrorystycznej. Nie były to jednak jedynie działania propagandowe. Wyeliminowanie przywódców czeczeńskiej rebelii mających związek z ruchem narodowowyzwoleńczym, jak Dżohara Dudajewa, otwierało drogę innym nurtom. Zniszczenia Czeczenii dokonane podczas drugiej wojny stworzyły idealne pole dla radykałów islamistycznych, przybywających z zagranicy, rekrutujących, finansujących i trenujących młodych mężczyzn.

Argument terrorystów, że walczą o wolność, pojawia się przecież nie tylko w ustach Czeczenów – to samo usłyszymy od Hamasu, Hezbollahu, IRA czy innych organizacji uznawanych za terrorystyczne.

Pisze też dokładnie o tym właśnie Witold Jurasz: „Moskwa, o czym warto pamiętać, przez lata wspierała najbardziej radykalne odłamy islamistów, słusznie skądinąd zakładając, że łatwiej będzie jej pokonać ruch dżihadystyczny”. Zarzut więc Mamonia o sianie propagandy jest niezrozumiały, za to zrozumiałe jest to, że zbyt otwarte wspieranie dżihadystów mogłoby powodować problemy w odbiorze konfliktu na świecie, a więc pośrednio wpływać na jego wynik.

Inna sprawa, czy Mamoń nie lukruje wizerunku Czeczenów, którzy dla niego są tylko bojownikami o wolność i niepodległość? Cytowany przez niego na Twitterze Szamil Basajew nie był przecież jedynie wytworem rosyjskiej propagandy, za terrorystę też uważał go rząd amerykański. W innym wywiadzie, dla „Intercept”, sam pisze o Czeczenach walczących w Syrii “dżihadyści” i może ani on, ani jego rozmówcy nie stawiają tu znaku równości pomiędzy dżihadyzmem a terroryzmem, tym niemniej chodzi tu jednak o wojnę z powodów wiary, bo przecież nie o wewnętrzny dżihad.

Abdul Hakim z Ajnad Al-Kaukaz, z którym prowadził rozmowę, dzisiaj według Mamonia jest bardzo pożądanym przez Czeczenów walczących na Ukrainie dowódcą. W wywiadzie jaki opublikowała Joanna Paraszczuk, badaczka Czeczenów udających się na wojnę do Syrii, Abdul Hakim mówi o swoich celach: „Wyzwolenie muzułmańskich ziem i ustanowienie na nich prawa Alllaha”.

Różnice widać też wśród samych walczących Czeczenów na Ukrainie. Czym innym jest to, co reprezentuje i o czym mówi Abdul Hakim, a czym innym jest Adam Osmajew z batalionu Dżohara Dudajewa, walczący od 2014 roku przeciwko Rosji.

Argument terrorystów, że walczą o wolność, pojawia się przecież nie tylko w ustach Czeczenów – to samo usłyszymy od Hamasu, Hezbollahu, IRA czy innych organizacji uznawanych za terrorystyczne. Nie należy też zapominać, że w Europie i w USA mieliśmy ataki terrorystów pochodzących z Czeczenii. To wszystko wskazuje na to, że oddalanie zastrzeżeń ekspertów jako propagandy rosyjskiej jest podyktowane bardziej emocjami i sympatiami, niż chłodną oceną sytuacji. A o nią chyba jest trudno, gdy Mamoń w innym artykule sugeruje wypuszczenie z polskiego więzienia Czeczena, odsiadującego 25 lat „za głowę Ormianina”. Zdaniem autora Czeczen mógłby walczyć na Ukrainie, a potem wrócić honorowo odsiedzieć wyrok.

Separatyzmy w Rosji

Jednak nie tylko Czeczenia, czy szerzej Północny Kaukaz, mogłaby potencjalnie chcieć wykorzystać osłabienie Rosji wojną. Kamil Galeev piszący dla „War on the Rocks” nazywa Tatarstan rosyjską Katalonią, przez analogię do tendencji separatystycznych, ale także wysokiego gospodarczego rozwoju, gdzie Tatarstan jest płatnikiem netto do budżetu Federacji, przez co zyskuje także duże wpływy na Kremlu.

Przypomnijmy, że w 1990 roku niepodległość ogłosił także muzułmański Tatarstan, który jeszcze w 1992 odmawiał razem z Czeczenią włączenia do Federacji Rosyjskiej. Swój autonomiczny, specjalny status Tatarstan stracił ostatecznie w 2017 roku. W tym samym roku Putin nakazał zniesienie obowiązkowych lekcji lokalnego języka w republikach, co doprowadziło do protestów i działań władz, które, chociaż nie mogły przeciwstawić się Kremlowi, to po prostu zignorowały jego decyzje. Pomimo znaczących wpływów Tatarstanu na Kremlu, administracji centralnej przy pomocy gróźb udało się narzucić zgodność edukacji w republice z dekretem Putina. To mogło wywołać nasilenie tendencji tożsamościowych i nacjonalistycznych. Skoro język został poddany opresji, to religia może stać się jedynym źródłem tożsamości, twierdzi Galeev, powołując się na przykład wzrostu roli Kościoła Katolickiego pod rozbiorami i wytworzenie tożsamości Polaka katolika, w Polsce, niegdyś wielowyznaniowej.

Także Tatarzy na Krymie doświadczają prześladowań ze strony Rosji po aneksji półwyspu. Od 25 tysięcy do 45 tysięcy z 300-tysięcznej społeczności uciekło po wejściu Rosjan, ale aktywiści mniejszości tatarskiej są aresztowani pod zarzutem przynależności do organizacji islamistycznej Hizb ut-Tahrir, która w Rosji jest zakazana.

Na miejsce Rosja sprowadza osadników z Rosji. Wielu z nich to przedstawiciele aparatu władzy i żołnierze wraz z rodzinami, którzy otrzymują wsparcie w zasiedlaniu, a z kolei Tatarzy, którzy nie otrzymali rosyjskiego obywatelstwa, spotykają się z konfiskatą ich własności. Tak jak w innych regionach, lokalne języki zostały wyłączone z nauki obowiązkowej. Problemem może być jednak też to, że kwestia ich autonomii jako obywateli ukraińskich nie była w wystarczający sposób podejmowana przez rząd.

Z drugiej strony od lat Rosja kooptowała muzułmańskich przywódców, tworząc tzw. islam tradycyjny, który wspiera władzę Putina. To procentuje tym, że retorykę Putina wobec Ukrainy poparli muzułmańscy liderzy trzech największych organizacji: Talgat Tajuddin (Centralna Religijna Muzułmańska Rada Rosji), Ismail Berdijew (Centrum Koordynacyjne Muzułmanów Północnego Kaukazu) i Albin Krganow (Religijne Stowarzyszenie Muzułmanów w Rosji). Organizacje, dla których istotnym problemem emancypacji islamu w Rosji jest liczba imamów w zestawieniu z liczbą popów, przypadających na żołnierzy poszczególnych wyznań i kwestie ich umocowania i uposażenia w armii, raczej nie zwrócą się przeciwko Kremlowi.

Pozostaje jednak także islam nietradycyjny, który obecny jest w różnych republikach i pojawia się tam wraz z napływem muzułmanów z Azji Centralnej i Północnego Kaukazu. Obecny jest w dużych miastach, takich jak Petersburg czy Moskwa (stąd wspomniany przez dr Sokałę emirat newski i moskiewski), ale także w rejonach przemysłowych na Uralu. Część z nich skłania się ku radykalnym wersjom islamu.

Zbigniew Brzezinski, pytany po latach czy nie czuje się odpowiedzialny za wyhodowanie Talibów, odpowiedział: „Co jest ważniejsze w historii świata? Talibowie czy upadek imperium sowieckiego?”.

Również sama sprawa wojny, jej celów i efektów, może rozpalać separatystyczne nastroje. „Coraz jaśniejsze staje się, że wielu z żołnierzy, którzy giną na wojnie, pochodzi z republik biedniejszych ‚mniejszości etnicznych’, takich jak Buriacja, Kałmucja czy Dagestan”, twierdzi w rozmowie z “The Guardian” rosyjski ekspert od wojskowości Pawel Luzin. Według szacunków, jeśli poprawnych w czasie wojny, jedna czwarta zabitych na Ukrainie pochodzi z trzech republik Buriacji (zamieszkała głównie przez Rosjan i 30% Buriatów), Dagestanu (głównie zamieszkały przez muzułmanów posługujących się językami północno-wschodnio kaukaskimi) i Tuwy (80% stanowi naród turecki, Tuwińcy).

Czy możliwe jest wsparcie separatyzmów?

Wymienione powyżej obszary nie wyczerpują separatyzmów w Rosji i bynajmniej nie chodzi o ocenę tutaj zdolności utworzenia niezależnej państwowości na wymienionych obszarach, lecz o możliwość wzniecenia niepokojów, działań zbrojnych, które zmusiłyby Rosję do przekierowania sił w inne miejsca. Inną kwestią jest możliwość dostarczenia uzbrojenia w dane miejsce tak, żeby miało ono jakieś większe militarne znaczenie. Na podobieństwo do tego, jak dostarczano je afgańskim mudżahedinom, żeby walczyli z ZSRR. Mogło to się wtedy odbywać przez szeroką granicę z Pakistanem. W przypadku samej Rosji będzie znacznie trudniej.

Najbardziej separatystycznie wobec Rosji nastawiony był Północny Kaukaz, był też zdolny podejmować działania militarne przeciwko niej. Dzisiaj jednak opozycja w Czeczenii jest mocno zdławiona przez Kadyrowa i sporadyczna. Do tego obecność rosyjskich wojsk w Osetii Południowej mogłaby zostać użyta do odcięcia pasa terytorium Gruzji, 30-40 km, odcinając dostawy do Czeczenii i stwarza to też dodatkowe ryzyko dla Gruzji, że zostanie wciągnięta w wojnę. Łatwiejsze mogłyby być dostawy broni przez Azerbejdżan, ale tuż przed wojną ten kraj zacieśnił więzy z Rosją, a także pozostał nieobecny podczas głosowania ONZ potępiającego inwazję na Ukrainę. Także z politycznego punktu widzenia na chwilę obecną niewyobrażalne jest dojście do miękkiego podbrzusza Rosji przez Kazachstan czy Mongolię, przy tej drugiej biorąc także pod uwagę Chiny.

Pozostaje więc pytanie, czy relatywnie niewielkie wsparcie grup powstańczych miałoby sens? Na pewno nie taki, że mogłoby wesprzeć siły na tyle istotnie, by samostanowienie tych mniejszości narodowych było możliwe. Jednak wysłałoby to sygnał do Rosji, że separatyzmy mogą zacząć ją rozsadzać od środka, jeżeli będzie dalej osłabiać się wojną. Może też zmusiłoby do relokacji części wojsk w te regiony.

W artykule Onetu Witold Jurasz wyraził zastrzeżenie, że nie chciałby dozbrajać radykalnych ugrupowań islamskich. Poza hodowaniem radykalizmu mogłoby to budować wrażenie zbrojenia terroryzmu i nadszarpywać sympatię dla Ukrainy, jaką zdobyła sobie w świecie. Zastrzeżenie zrozumiałe, pytanie czy jego realizacja jest możliwa. W Syrii przekonaliśmy się, że opozycja uzbrojona i wyszkolona przez USA, zasilała później szeregi dżihadystów. Z drugiej strony autor pomysłu zbrojenia mudżahedinów Zbigniew Brzezinski, pytany po latach czy nie czuje się odpowiedzialny za wyhodowanie Talibów, odpowiedział: „Co jest ważniejsze w historii świata? Talibowie czy upadek imperium sowieckiego?”.

Wspominany wcześniej Galeev widzi inną, ale dłuższą drogę opierającą się na sankcjach i doprowadzeniu do sytuacji, w której regionalizmy nie wynikające koniecznie z odmienności etnicznej czy religijnej, zaczną brać górę nad byciem częścią imperium. Poszczególne regiony, których władze zaczną konkurować o coraz rzadsze produkty, by zapewnić spokój wśród obywateli oraz rozpadająca się komunikacja miałyby doprowadzić do rozbicia Rosji.

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn