Rola Czeczenów w wojnie na Ukrainie

Jaka jest rola Czeczenów w rosyjskiej agresji na Ukrainę?
Jaka jest rola Czeczenów w rosyjskiej agresji na Ukrainę?
Wykorzystanie Czeczenów w wojnie na Ukrainie ani nie dodaje skuteczności rosyjskiej armii a do tego kreuje inne ryzyka w miękkim podbrzuszu Rosji.

Udostępnij:

Spis treści

Zaangażowanie Czeczenów w wojnę Rosji z Ukrainą ma kilka wymiarów. Splatają się tutaj kwestie religii, polityki, ekonomii, narodowych interesów oraz wszechobecnej w Rosji propagandy.

Plan Kremla był dość prosty – Putin chciał zająć Ukrainę w parę dni i osadzić w Kijowie marionetkowy rząd. Miał nadzieję, że pójdzie mu tak samo łatwo, jak z Krymem i Donieckiem. Podobnie jak kilka lat wcześniej, tak i teraz do podboju Putin zaangażował oddziały czeczeńskie, sprawiając, że podziały w czeczeńskiej społeczności jeszcze bardziej się pogłębiły. Symbolem tego rozłamu stał się Isa Munajew, który, zanim zginął w 2015 roku, otwarcie wspierał Ukrainę i wzywał swoich rodaków do walki przeciwko Putinowi. Na jednej z konferencji prasowych swój udział w walce po stronie ukraińskiej uzasadniał następująco: „Jeśli Ukraina przegra, przegra Czeczenia. Walcząc tutaj w obronie wolności Ukrainy, bronimy własnej wolności, własnej państwowości”.

Licencjonowany islam popiera rosyjską agresję

Jednymi z pierwszych ofiar trwającej inwazji na Ukrainę po stronie rosyjskiej byli Czeczeńcy. Na jednym z pogrzebów w rejonie kurczałojewskim muzułmański duchowny powiedział, że rodziny poległych Abdulbeka Taramowa i Tamirlana Isajewa otrzymają po  milionie rubli (ok. 6 400 USD) i krowę. Kilka dni wcześniej, 27 lutego, islamski uczony z Groznego, stolicy Czeczenii, Salakh Mezhiev, uznał rosyjską inwazję za „dżihad”. Wyjaśnił, że czeczeńscy żołnierze walczą „za Koran, za Allaha”, aby ocalić Rosję i islam przed „brudem” rozsiewanym przez NATO.

Oficjalna kremlowska propaganda ustami patriarchy moskiewskiego Cyryla I dostarcza teologicznych argumentów na rzecz wojny z Ukrainą. Rzekoma metafizyczność tego konfliktu ma polegać na dziele zjednoczenia świata prawosławnego pod berłem rosyjskiego imperatora. Jednocześnie obserwatorom umyka kontekst islamski.

Muzułmańscy duchowni w Rosji otwarcie poparli agresję na Ukrainę, co ma zapewne wpływ na 20 milionów wyznawców Mahometa żyjących w Rosji. W Baszkirii były naczelny mufti Rosji Talgat Tadzhuddin powtórzył kremlowskie argumenty uzasadniające inwazję, kończąc swoją wypowiedź cytatami z Koranu. Kamil Samigullin, mufti Republiki Tatarstanu, argumentował, że wsparcie Zachodu dla Ukrainy jest hipokryzją, biorąc pod uwagę interwencje w Libii i Iraku (oraz złe traktowanie Palestyńczyków), a także stwierdził, że Ukraina jest kontrolowana przez neonazistów, którzy krzywdzą Ukraińców „wszystkich wyznań, w tym muzułmanów”. W Moskwie mufti Albert Krganow wyraził ubolewanie z powodu cierpienia Ukraińców, ale stwierdził, że Ukraina stała się „miejscem, które może przeprowadzić atak na nasz kraj”. Dodał, że muzułmanie modlą się „za naszego prezydenta i za naszych żołnierzy na Ukrainie, niezależnie od ich religii i narodowości”. W religijny ton uderzył także czeczeński przywódca Razman Kadyrow, wzywając współwyznawców do wywiązania się ze „świętego obowiązku” walki w imię Boga.

Upolitycznionym instytucjom religijnym nie przeszkadza fakt, że po stronie drugiej także walczą muzułmanie, choć nie tak licznie. Ważny muzułmański duchowny Said Ismagilov, mieszkający na Ukrainie, wzywał do jedności kraju przeciwko rosyjskiej agresji i wystosował do rosyjskich muzułmanów apel, aby „nie popierali reżimu Putina”. Swoje słowa zilustrował zdjęciem ostrzelanego przez siły rosyjskie meczetu. Warto pamiętać, że na Ukrainie mieszkają czeczeńscy wygnańcy, którzy nigdy nie wybaczyli kadyrowcom, że w latach 1999-2000 sprzymierzyli się z Rosją i zdławili ich ruch niepodległościowy.

Kadyrow jako element propagandy kremlowskiej

Przywódca czeczeński Ramzan Kadyrow nagrał filmik, z którego ma wynikać, że osobiście przyłączył się do walk na Ukrainie. Nagranie pokazuje czeczeńską dywizję sił specjalnych, bliskiemu mu dowódcę Adama Delimchanowa, a także bojówkarzy zmuszających ukraińskich jeńców wojennych do wykrzykiwania czeczeńskich haseł. „Niedawno byliśmy około 20 km od was, kijowskich nazistów, a teraz jesteśmy jeszcze bliżej. Możecie chwilę odpocząć, bo nie będziecie musieli nas szukać – to my znajdziemy was. Zostało wam niewiele czasu. Poddajcie się albo wasz koniec będzie bliski” – słyszymy na nagraniu. Dziennikarze nie są w stanie zweryfikować tych nagrań.

Kreml nie potwierdził faktu przebywania Kadyrowa w okolicach ukraińskiej stolicy. Z danych wywiadowczych wynika, że siły czeczeńskie miały odegrać kluczową rolę w początkowej fazie ataku na Ukrainę. Ich zadaniem była likwidacja legalnych władz. Obecnie na walczą tam trzy czeczeńskie grupy taktyczne. Bez wątpienia, choćby tylko „medialne” wejście na pole walki czeczeńskiego przywódcy ma przede wszystkim wymiar propagandowy. Można to odczytywać jako wyraz gotowości Kadyrowa do szerszego zaangażowania się w konflikt lub próbę przełamania impasu rosyjskiej inwazji.

Czeczeńskie oddziały mają opinię bezwzględnych i szczególnie okrutnych. Ich zdaniem jest zastraszenie wszystkich stron konfliktu: władz w Kijowie, zwykłych Ukraińców bohatersko broniących swojego kraju, rosyjskich żołnierzy o niskim morale, a także Zachodu.  Warto pamiętać o tym, że zwolenników Kadyrowa możemy znaleźć w licznych diasporach czeczeńskich w Niemczech czy Francji.

Kadyrow zarządza kaukaskim państwem niczym islamski kalif. Trzyma pod bronią 25-tysieczną gwardię oskarżaną o liczne zbrodnie, takie jak porwania, tortury czy samosądy. Jego ludzie pomogli Putinowi zdławić społeczny opór w czasie drugiej wojny czeczeńskiej (2009) czy stłamsić powstanie islamskie.

Trudno sobie wyobrazić, że sam udział Czeczenów przechyli szalę zwycięstwa na stronę rosyjską. W ruchu tym widoczna jest długa rosyjska tradycja prowadzenia wojen, przy okazji których wykorzystuje się etniczne konflikty. Nieprzypadkowo w przestrzeni medialnej mają pojawić się informacje o tym, że po stronie Putina stoją Czeczeńcy oraz najemnicy z Syrii czy Afryki. Przekaz ten jest skierowany nie tylko do samych Ukraińców, ale także do rosyjskiej opinii publicznej. Można go odczytywać w ten sposób: „W naszej operacji specjalnej giną żołnierze, ale nie są oni naszymi rodakami”.

Nie bez znaczenia jest to, że żołnierze rosyjscy są często zdezorientowani i zaskoczeni tym, co dzieje się na ukraińskim froncie. Fasada propagandy się roztrzaskuje: nie ma ani „faszystów”, ani ludności czekającej na nich z kwiatami. Z psychologicznego punktu widzenia trudno dehumanizować tych, którzy mówią po rosyjsku, chodzą do cerkwi i kultywują podobne obyczaje. Bez wątpienia Syryjczykom czy Czeczenom łatwiej jest zabijać Ukraińców. Poza tym na Czeczenów władze na Kremlu łatwo mogą zrzucić odpowiedzialność za liczne akty barbarzyństwa dokonywanego przez najeźdźcę.

Wartość bojowa Czeczenów

Obecnie trudno oszacować liczbę wojsk czeczeńskich na Ukrainie. Oficjalnie władze rosyjskie podają liczbę 10 tysięcy. Z dużym prawdopodobieństwem jest ona zawyżona. Rzeczywiście na Ukrainie może walczyć od 3 do 7 tysięcy kadyrowców. Mają oni wchodzić w skład Specjalnego Pułku Zmotoryzowanego Gwardii Narodowej „Achmad Kadyrow”, 249. Specjalnego Batalionu Zmotoryzowanego „Jug” oraz Specjalnego Batalionu Ministerstwa Obrony „Wostok”. Wojska te chcą uchodzić za elitarne. Mają silniejszą determinację w walce i są lepiej wyposażone niż rosyjscy żołnierze. Ponadto ich żołnierze są żywo zainteresowani podsycaniem własnego mitu niezwyciężonych i bezwzględnych. W zamian za wierną służbę Putni hojnie opłaca czeczeńskiego watażkę.

Pojawiają się równocześnie głosy poddające w wątpliwość wartość bojową czeczeńskich sił w warunkach wojny na Ukrainie. Według strony ukraińskiej czeczeńscy bojówkarze odnieśli w tym konflikcie mieszane sukcesy i zostali pobici na północ od Kijowa. Jak podał ostatnio przedstawiciel komisji Rady Najwyższej Ukrainy ds. bezpieczeństwa narodowego i obrony Fedir Wenisławski, większość z tysiąca Czeczenów wysłanych do bezpośredniej walki zostało pokonanych przez siły ukraińskie.

Wojska te budzą także nieufność dowódców rosyjskich, gdyż nie podlegają oni ich zwierzchnictwu, odpowiadając bezpośrednio przed Putinem. Wśród oficerów rosyjskich nie brakuje tych, którzy odnoszą się do Czeczenów z nieufnością, pamiętając o tym, że ojciec Kadyrowa zanim przeszedł na stronę Kremla walczył przeciwko Federacji Rosyjskiej. Pojawiają się sugestie, że Czeczeni odgrywają haniebną rolę, podobną do tej, jaką realizowali funkcjonariusze NKWD, strzelający do cofających się czerwonoarmistów podczas drugiej wojny światowej.

Wojna uderza w kruchy spokój na Kaukazie

Kadyrowa i muzułmańskich oficjeli w Rosji krytykują przeciwnicy „licencjonowanego islamu” oraz czeczeńska opozycja, która traktuje obecnego przywódcę czeczeńskiego jak zdrajcę. Rosja przez wojnę na Ukrainie w sposób niezamierzony może obudzić uśpionego na Kazukazie ducha islamizmu. „Ryzyko, że kontrowersje wokół wojny wywołają konflikt wewnątrzmuzułmański i mobilizację antyrządową, nigdzie nie jest większe, niż na Północnym Kaukazie, gdzie poziom życia jest jednym z najniższych w Rosji. Uciskany przez skorumpowane i opresyjne rządy, region ten stanowi żyzny grunt dla starć między konkurującymi ze sobą ruchami islamskimi” – pisze Robert Crews z Uniwersytetu Stanforda. Historyk podkreśla także, że kryzys ekonomiczny w Rosji silnie odczuje blisko 8 milionów obywateli Tadżykistanu, Kirgistanu i Uzbekistanu, którzy pracowali w Rosji, a zarobione pieniądze przesyłali do rodzin w kraju. Najbardziej na straty narażone są Tadżykistan i Kirgistan, dla których przekazy pieniężne z Rosji stanowią około 30% PKB. Również Kazachstan, Armenia, Gruzja i Azerbejdżan odczują negatywne skutki sankcji nałożonych na Rosję.

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn