Kryzys w Turcji a zagrożenia bezpieczeństwa

Prezydent Erdogan wierzy w osłabienie tureckiej liry jako sposób na wyjście z gospodarki (zdj. Pixabay)
Prezydent Erdogan wierzy w osłabienie tureckiej liry jako sposób na wyjście z gospodarki (zdj. Pixabay)
Kryzys gospodarczy w Turcji trwa. Prezydent Recep Tayyip Erdogan uważa, że tylko słaba lira uratuje gospodarkę. Czy ma rację i jakie będzie miało to skutki dla Europy?

Turecka waluta przebiła poziom nawet 18 lir za dolara, a tempo spadku oddaje fakt, że dzień lub dwa po napisaniu tej analizy trzeba korygować poprzednie informacje odnośnie poziomów kursu wymiany. Tym samym lira straciła ponad 50% na wartości w ciągu zaledwie jednego roku. Tylko po to, by po zapowiedziach nowej polityki finansowej prezydenta Turcji wzmocnić się do poziomu około 13 USD/TRY.

Długotrwała deprecjacja waluty to kwestia szerszego kryzysu gospodarczego, jaki dotknął Turcję i skutek nieortodoksyjnej polityki monetarnej. Podporządkowany prezydentowi Turcji bank centralny w obliczu coraz większej inflacji obniża stopy procentowe. A prezydent usprawiedliwia swoje decyzje w kwestii stóp procentowych podporządkowaniu nakazom religijnym wynikającym z islamu.

Strukturalny problem tureckiej gospodarki

Problemy tureckiej gospodarki są jednak bardziej strukturalne, długoterminowe, a pandemia, polityka rządowa i spory, w które Turcja weszła z innymi państwami, są jedynie katalizatorami i ujawniają błędy. Wysoki w stosunku do PKB deficyt w obrotach bieżących, finansowany krótkoterminowym zadłużeniem i zabezpieczony w niewielkim stopniu rezerwami walutowymi banku centralnego, spadek inwestycji zagranicznych, wzrost gospodarczy w dużej części opierający się o wewnętrzny popyt konsumencki, który stymulowany był dostępnością kredytów konsumenckich oraz uzależnienie produkcji na eksport od importu energii i elementów do tej produkcji. Splot tych czynników powoduje, że Turcja może mieć trudność z odzyskaniem właściwej ścieżki rozwoju gospodarczego.

Prezydent Erdogan nie ukrywa, że jego plan trudnej drogi przed narodem, ma pchnąć Turcję w kierunku rozwoju potęgi podobnej do Chin. Krótko mówiąc, dewaluacja waluty i niskie stopy procentowe mają pobudzić zainteresowanie zagranicznych inwestorów, sprawić, że eksport będzie bardziej opłacalny i dać stymulację do wzrostu gospodarczego. Teoretycznie ograniczenie importu spowodowane dewaluacją i wzrost eksportu powinny w krótkim czasie przywrócić równowagę w obrotach handlowych i bieżących. Pytanie, w jakiej skali to będzie miało wpływ na gospodarkę ze względu na wspomniane potrzeby importowe Turcji dla dalszej produkcji oraz te związane z silnym uzależnieniem od importu energii. Tak więc efekt słabej liry będzie korzystny dla eksportu, ale jednocześnie podniesie koszty importu dla tureckich producentów i ostateczny efekt netto może nie być taki jakiego spodziewa się Ankara.

Tymczasem wprowadzono osłony dla najbiedniejszych, na przykład wzrost o 50% płacy minimalnej. Spekuluje się, że już na obecną chwilę lub w ciągu najbliższych miesięcy ten zabieg może być uznany za niewystarczający. O pracy części społeczeństwa na czarno (w tym imigrantów syryjskich) oraz podejrzeniu, że nieoficjalna inflacja (ustalona poza państwowym koszykiem dóbr prowadzonym przez TUIK) wynosi już 60%, informuje analityk ds. Turcji z Ośrodka Studiów Wschodnich Adam Michalski. Jednak Erdogan zapowiada dalsze ulgi, takie jak obniżenie podatku dochodowego firm o 1%, czy wydatki na ograniczenie skutków rozchwiania rynków finansowych – które zdaniem prezydenta Turcji nieadekwatnie odczytują rzeczywistą sytuację kraju – w tym na rekompensaty dla osób trzymających depozyt w lirze. Nawiasem mówiąc, te słowa prezydenta spowodowały powrót kursu na poziom 12-13, mimo że Erdogan pozostał przy swojej polityce niskich stóp, co pokazuje jak bardzo rozchwiane są emocje.

Drugie pytanie, czy społeczeństwo będzie miało cierpliwość do zaufania liderowi i będzie skłonne do wyrzeczeń? Po pierwsze, wielu ekonomistów podkreśla, że uzyskanie korzyści z modelu chińskiego to nie proces obliczony na 6 miesięcy, lecz co najmniej na dekadę. Po drugie, społeczeństwo tureckie za rządów AKP doświadczyło poprawy dobrobytu, rozwoju klasy średniej. Z awansu społecznego rekrutowali się też wyborcy tej partii. Czy ze spokojem będą chcieli oddać zdobytą pozycję? Tureckie PKB per capita spadło z najwyższego poziomu 12 600 USD do 8 500 w roku 2020, niewiele powyżej poziomu z roku 2006. Obecnie 60% respondentów jest niezadowolonych z sytuacji gospodarczej, a wysoka inflacja i słabnąca lira praktycznie likwidują powoli klasę średnią. Różnica poparcia pomiędzy AKP a główną opozycyjną CHP zawęża się coraz bardziej i niektóre sondaże dają przewagę tej drugiej na półtora roku przed wyborami.

W najłagodniejszej wersji czeka nas próba nasilenia autorytaryzmu i zwiększona migracja, a w ostrzejszej dryfowanie Turcji poza NATO i konflikty z europejskimi partnerami.

Z tak dużym kryzysem gospodarczym, ale również wysoką polaryzacją tureckiego społeczeństwa oraz udokumentowaną gotowością władzy do użycia represji wobec opozycji, wiążą się także zagrożenie dla bezpieczeństwa i takie, które mogą wpływać na państwa Unii Europejskiej.

Ryzyko kryzysu gospodarczego Turcji dla bezpieczeństwa

Ryzyko generuje już sama słaba sytuacja tureckiej gospodarki, wzmacniane jest ono dodatkowo przez ewentualną niechęć do oddania władzy przez Erdogana w roku 2023. To rodzi obawy o naciąganie wyników wyborów. Jak twierdzi analityk PISM Karol Wasilewski, nie jest to kraj dyktatorski typu Białorusi czy Chin, ale może dojść do takiej ingerencji w wolne wybory, która spowoduje dalszą ostrą polaryzację społeczeństwa i nie można wykluczyć zamieszek. To rodzi pytanie o stosunek do tych wyborów Unii Europejskiej oraz NATO, które chce odnawiać Sojusz wokół takich wartości jak demokracja. Pewnym sygnałem było już wykluczenie Turcji przez prezydenta USA z Democracy Summit, który odbył się w grudniu. Dodatkowo mogą zostać odgrzane napięcia między członkami Paktu Północnoatlantyckiego, które miały miejsce na przestrzeni ostatnich lat, m.in. chodzi o Grecję czy Francję.

Raport opisujący jak Turcja używa religii do prowadzenia polityki i polityki do rozpowszechniania islamu.

Uzasadnione są obawy, że nastąpi przed wyborami próba wskazania wroga zewnętrznego i wejścia w niskoskalowy konflikt z przeciwnikiem, jednak na tyle istotny, żeby angażował społeczeństwo po stronie władzy. W pogarszającej się sytuacji gospodarczej źle brzmią zwłaszcza słowa doradcy prezydenta Yiğita Buluta, grożącego, że jeżeli „imperialna struktura nie zostawi Turcji w spokoju” to „wielki naród turecki powróci do swoich granic narodowych”. Jakkolwiek Bulut ma wątpliwą reputację, to jednak piastuje oficjalne stanowisko.

Może nastąpić narastanie konfliktu z Grecją i Cyprem o wody terytorialne, można też z pewnym prawdopodobieństwem przewidywać walkę z Kurdami, a w szczególności z organizacjami PKK i YPG. Ten drugi scenariusz mógłby, poza zaangażowaniem emocjonalnym, nieść dodatkową korzyść dla władzy i ograniczyć udział coraz popularniejszej kurdyjskiej partii HDP w wyborach.

Na napięcia społeczne może nie trzeba będzie czekać do wyborów, jeżeli zubożenie społeczeństwa się pogłębi, a wspomniana wyżej pomoc dla obywateli okaże się niewystarczająca. Zwłaszcza ryzykowna obietnica zwrotu strat na różnicach kursowych tym Turkom, którzy będą depozyty trzymać w walucie krajowej zamiast w dolarze, może skutkować potrzebą dodruku pieniędzy, a to dalszą inflacją, spadkiem kursu i kolejnymi wyrównaniami dla posiadaczy depozytów w lirze, itd.

Jednocześnie pogorszenie sytuacji gospodarczej będzie wpływało negatywnie na stosunek społeczeństwa tureckiego do kilku milionów uchodźców i imigrantów przebywających w Turcji. Już w poprzednich, lokalnych wyborach, kwestia migracyjna była tematem, którym żywo interesowali się wyborcy. To może skutkować nasileniem się wśród imigrantów prób przedostania się w kierunku Europy, nie licząc zwiększonej emigracji ekonomicznej samych Turków. Czy Turcja sięgnie po rolę straszaka migracyjnego, żeby wywierać presję na Europę? W 2020 roku. w czasie kryzysu na grecko-tureckiej granicy, okazało się to nieskutecznym zagraniem, ale determinacja prezydenta Erdogana może być teraz większa.

Turcja szuka intensywnie sposobów na zwiększenie wpływu FDI (inwestycji zagranicznych), które miałyby zrównoważyć i obroty bieżące, i rozruszać gospodarkę. Z jednej strony ma to moderujący wpływ na turecką bardzo asertywną, politykę na granicy konfliktu i agresji, z ostatnich lat. Turcja próbuje się ułożyć ze skonfliktowanymi z nią stronami, chociażby zabiegając o inwestycje Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Może to stonować tureckie działania w obszarach problematycznych w relacjach z ZEA, takich jak Libia, Bractwo Muzułmańskie czy złoża gazu we wschodnim basenie Morza Śródziemnego. Z drugiej strony coraz większe potrzeby inwestycyjne mogą skierować Turcję w stronę Chin jako głównego inwestora, a to może prowadzić do większego oddziaływania Kraju Środka na Europę.

Podsumowując, w najłagodniejszej wersji czeka nas próba nasilenia autorytaryzmu i zwiększona migracja, a w ostrzejszej dryfowanie Turcji poza NATO i konflikty z europejskimi partnerami.

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn