Priorytet brytyjskich służb: osoby radykalizujące innych

Anjem Choudary odpowiedzialny za radykalizację wielu terrorystów (zdj. Wikimedia)
Anjem Choudary odpowiedzialny za radykalizację wielu terrorystów (zdj. Wikimedia)
Jakie są potencjalne zagrożenia ograniczenia praw osobom głoszącym radykalizujące poglądy?

Udostępnij:

Wielka Brytania chce zmienić priorytety walki z radykalizacją, skupiając się przede wszystkim na tych, którzy radykalizują innych.

W podejściu Londynu do przeciwdziałania zagrożeniom terrorystycznym miała dokonać się zmiana priorytetów działań służb. Za główne zagrożenie mieli uchodzić nie ci, którzy są zradykalizowani i skłonni dokonać aktu terrorystycznego, ale ci, którzy zajmują się radykalizacją i rekrutacją. Pomysł ten przedstawili w czerwcu bieżącego roku przedstawicielka rządu ds. przeciwdziałania radykalizacji Sara Khan oraz były szef policyjnych służb antyterrorystycznych Sir Mark Rowley.

Według opracowanego przez nich przeglądu prawa dotyczącego przeciwdziałania terroryzmowi, wedle obecnych przepisów można w kraju gloryfikować terroryzm (pod warunkiem, że nie namawia się do popełniania aktów przemocy), można podżegać do nienawiści rasowej, można też gromadzić materiały zachęcające do ataków terrorystycznych. Miałoby to się teraz zmienić, a celem działań byłyby osoby, które szerzą „nienawistny ekstremizm”.

Jak groźni są owi radykalizatorzy?

Projekt jest konkluzją wynikającą z dwóch czynników. Pierwszym jest unikanie sprawiedliwości lub otrzymywanie niewielkich kar przez osoby radykalizujące i zachęcające innych do zamachów. Powodem tego jest zbyt słabo zazwyczaj udokumentowany związek z fizycznym przeprowadzeniem ataku terrorystycznego. Drugi czynnik, o wiele ważniejszy, to skuteczność niektórych rekruterów, którzy pośrednio odpowiedzialni są za wiele zamachów.

Badania przeprowadzone jeszcze w 2017 roku przez Institute for Global Change wskazywały, że za radykalizację 2/3 spośród badanej próbki 113 ekstremistów odpowiadało tylko sześciu kaznodziejów nienawiści. Byli to Abu Hamza, Abdullah El Faisal, Abu Qutada, Omar Bakri, Hani Al-Sibai i Anjem Choudary. Ich oddziaływaniu poddani zostali zamachowcy z mostu Westminster, autor nieudanego zamachu na koncercie Eltona Johna, „Shoe Bomebr” Richard Reid, mordercy Lee Rigby’ego Michael Adebolajo i Michael Adebowale, a także Jihadi John.

Przypadek Anjema Choudary’ego

Anjem Choudary, który przesiedział w więzieniu tylko niecałe cztery lata i zwolniony został po odbyciu połowy kary w roku 2018, związany był, jak podaje Counter Extremist Project (CEP), z 600 ekstremistami. Rok po wyjściu z więzienia reaktywował swoje ugrupowanie Al-Muhajiroun, co wywołało obawy ekspertów, że pomimo restrykcji związanych ze zwolnieniem warunkowym w dalszym ciągu będzie pośrednio wpływał na radykalizowanie społeczności muzułmańskiej.

Jak pokazał najnowszy raport CEP, zdolność do radykalizowania została przez Choudary’ego odbudowana. Kiedy tylko w lipcu minął zakaz publicznych wypowiedzi związany ze zwolnieniem warunkowym, radykalny kaznodzieja szybko odtworzył swoją obecność w sieciach społecznościowych, pomimo zablokowania jego kont przez Twittera i Facebooka. Choudary funkcjonuje obecnie na wielu innych platformach, głównie na rosyjskim Telegramie. Jego propaganda, dotycząca tworzenia kalifatu i wprowadzania szariatu, jest tam obecna. Natomiast media społecznościowe, gdzie Choudary nie może wejść są szturmowane przez jego zwolenników, zachęcanych do tych działań przez samego duchownego.

Krytyka obecnych działań rządu

W tym miesiącu, przemawiając dla Heritage Foundation, szefowa Home Office Priti Patel podtrzymywała wolę rozprawienia się z osobami radykalizującymi innych. „Rozszerzyliśmy nasze zdolności zakłócania, żeby lepiej dotrzeć do tych ludzi, którzy próbują radykalizować, ale działają oni, często rozmyślnie, poniżej poziomu czynów zagrożonych sankcjami prawnymi”, mówiła brytyjska minister.

Tymczasem w świetle zabójstwa konserwatywnego polityka Sir Davida Amessa ostatnie zmiany wprowadzone w lipcu bieżącego roku nie wydają się skuteczne. Co prawda ustawa Counter-Terrorism and Sentencing Act wyklucza zwolnienia warunkowe dla skazanych za przestępstwa terrorystyczne, a także dodaje głębsze badania przed zwolnieniem – takie jak wprowadzenie rejestru terrorystów i obowiązku rejestrowania wszelkich zmian miejsca zamieszkania, zatrudnienia czy podróży, skutkujących powrotem do więzienia – jednak nie są to działania, które zapobiegają radykalizacji.

Krytyce poddany jest także program Prevent, który ma wychwytywać wczesne oznaki radykalizacji i kierować takie osoby przez odpowiednią ścieżkę prowadzącą do zderadykalizowania. Jednakże Rakib Ehsan z think tanku The Henry Jackson Society uważa, że pomysł ten, sam w sobie dobry, psuje poprawność polityczna, zaś profil osób skierowanych do deradykalizacji nie odzwierciedla skali zagrożenia terrorystycznego, którego przyczyną są konkretne ideologie.

Ponad połowa zgłaszanych do programu Prevent przypadków to ludzie o nieokreślonej ideologii, a islamistyczna i skrajnie prawicowa radykalizacja stanowi na tym poziomie po dwadzieścia kilka procent. Na dalszym poziomie ścieżki deradykalizacyjnej 42% osób stanowi skrajna prawica, a 25 % islamiści. Tymczasem osadzeni w więzieniach za przestępstwa terrorystyczne to w niemal 3/4 islamistyczni radykałowie.

Powyższa krytyka wywołuje obawy, czy nowe podejście do wojny z terroryzmem i ekstremizmem nie zostanie w podobny sposób wypaczone. Czy ograniczenia w prowadzeniu werbalnej aktywności przez osoby radykalizujące innych nie zostaną skierowane przeciwko jakimś innym grupom społecznym, podnoszącym uprawnioną krytykę wobec rządu czy społeczeństwa, które aktualnie zostaną uznane za mające potencjał radykalizacji? Tu łatwo jest wylać dziecko z kąpielą.

Szerzej o zjawisku islamskiego ekstremizmu redukowanego jedynie do terroryzmu. Czytaj więcej.

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn